Charakterystyczne i dobrze znane gatunki paradoksalnie bywają najczęściej mylone z innymi lub błędnie nazywane. Wynika to zwykle nie ze złych intencji, lecz z braku uważności i odruchowego powtarzania zasłyszanych gdzieś określeń, bez zastanowienia nad ich poprawnością. Czasem wskazówek, które pomogłyby uniknąć takich pomyłek, wcale nie trzeba szukać daleko, bo mamy je w zasięgu wzroku…
Sprawdźmy co możemy zrobić, aby takich nieporozumień było jak najmniej, a każda wizyta w zoo pozostawiała nie tylko miłe wspomnienia, lecz także nową wiedzę i większą świadomość przyrody.
Cztery siostry z Ameryki Południowej
Rodzina wielbłądowatych w Ameryce Południowej obejmuje cztery gatunki: wikunie, guanako oraz lamy i alpaki. Wikunia to najmniejszy przedstawiciel tej grupy. Ma smukłą sylwetkę, długą szyję i sierść o rudawobrązowym kolorze z jasnym brzuchem. Zamieszkuje wysokie partie Andów, nawet powyżej 5000 m n.p.m. – powyżej granicy lasów, ale poniżej strefy wiecznego śniegu. Jest płochliwa i szybka, a jej runo uznawane jest za najcenniejsze na świecie. Mimo że wyróżnia się spośród pozostałych gatunków swoją sylwetką, prawie każdy zwiedzający, przechodząc obok jej wybiegu, jest pewny, że widzi lamę.
Ta jest natomiast wyraźnie większa i silniej zbudowana. Hodowana jest m.in. dla futra, ale też jako zwierzę juczne, dlatego posiada dużą tolerancję na obciążenia. Ma dłuższą, bardziej zbitą sierść, zróżnicowane umaszczenie i stosunkowo duże uszy. Choć lama, jako gatunek bardziej popularny, nie musi martwić się, że ktoś pomyli ją z wikunią, to jednak codziennie w naszym zoo słyszy, że jest alpaką.
Aby dowiedzieć się więcej o różnicach wśród naszych wielbłądowatych, odsyłam Was do filmu z cyklu naszych Lekcji ZOOnline: Lekcja ZOOnline odc. 19 Alpaka, czy wszystko o niej wiesz?
Lamy i alpaki to gatunki udomowione przez lokalną ludność wiele tysięcy lat temu. Wikunie i guanako, w przeciwieństwie do nich, pozostają dzikimi mieszkańcami południowoamerykańskich stepów i gór.
Kapibara czy aguti?
Kapibara wielka jest największym gryzoniem na świecie i jednocześnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych zwierzęcych ikon internetu ostatnich lat. Jej spokojna natura, baryłkowate ciało i wyjątkowy wyraz pyszczka sprawiają, że zyskuje coraz większą rzeszę fanów. Niestety, czasem jej popularność odbiega w stronę bambinizmu, czyli traktowania jej jak kolorowej maskotki, co nasila błędne postrzeganie tego gatunku. Mimo tak dużej rozpoznawalności niewiele osób zna jej prawdziwą naturę. W naszym ogrodzie jest ona notorycznie mylona z aguti oliwkowym, które jest od niej wielokrotnie mniejsze, ma wydłużony pyszczek i gęstszą, krótszą sierść o oliwkowym odcieniu. Dlatego następnym razem, zanim zawołacie kogoś do oglądania kapibar, upewnijcie się, czytając tabliczkę, czy to na pewno one 🙂
Choć kapibara wielka i aguti oliwkowe należą do tego samego rzędu gryzoni, wyraźnie różnią się gabarytami. Kapibara może ważyć nawet 60 kg, podczas gdy aguti rzadko przekracza 4 kg.
Uwaga na „strusie z Ameryki„
Czasem, przechadzając się naszymi alejkami, można usłyszeć od zwiedzających, że widzieli na jednym z wybiegów biegające strusie. A ja zapewniam, że póki co nie mamy ich w naszym ZOO. Ponieważ jest on znanym i łatwo rozpoznawalnym gatunkiem, wszystko, co choć trochę go przypomina (np. przez postawę ciała, długie nogi, długą szyję), bywa automatycznie nazwane strusiem. Co więc biega na naszych wybiegach i go przypomina? To nandu szare! W przeciwieństwie do afrykańskiego strusia pochodzi z Ameryki Południowej i również jest dużym nielotem. Struś, jako największy ptak świata, jest około 6 razy cięższy, ma tylko dwa palce u stopy i nagą, nieopierzoną szyję. Nandu ma za to trzy palce, szyję pokrytą piórami i bardziej zwartą sylwetkę. Mimo to wciąż bywa określane, przez turystów, media i autorów komentarzy w internecie, jako „struś”.
Mimo to, oba gatunki łączy wiele podobieństw. Jednym z nich jest fakt, że to właśnie samiec przejmuje pełną opiekę nad potomstwem, co w świecie zwierząt nie jest takie oczywiste.
Wszystkie kolce wrzucane do jednego worka
Kolejne gatunki, o których chcę wspomnieć, łączy dość sporo, m.in. przynależność do rzędu gryzoni, przystosowanie do obrony przed wrogiem w postaci długich kolców, oraz pewne wspólne zachowania. O jakich często mylonych ze sobą gatunkach mowa? Tym razem o jeżozwierzu i ursonie. Nasz ogród zoologiczny oczywiście zamieszkuje ten drugi – urson amerykański. Jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z Ameryki Północnej. Jeżozwierze natomiast zamieszkują Europę, Afrykę i Azję. Nie trzeba długo się im przyglądać, by zobaczyć różnicę w wyglądzie ich kolców. U jeżozwierza są one znacznie grubsze i dłuższe, z wyraźnymi biało-brązowymi lub czarnymi paskami. U ursona są bardziej jednolite, cieńsze i krótsze, ale wbijając się w ciało napastnika, nadal skutecznie uchronią go przed atakiem.
Na zdjęciu zestawiono kolce jeżozwierza i ursona. Choć różnią się budową, oba gatunki potrafią mieć ich nawet około 30 000, co czyni z nich prawdziwą kolczastą zbroję.
Najprostszym sposobem na wyjście z tych błędów, jest zjest sięganie do wiarygodnych źródeł i weryfikacja informacji. I to nie tylko w przypadkach opisanych w dzisiejszym wpisie. Zwłaszcza w czasach fake newsów, oraz treści generowanych przez sztuczną inteligencję, każdą informację która do nas dochodzi, powinniśmy weryfikować. Dzięki temu możemy wspólnie przekazywać sprawdzone fakty, a powielane mity obalać.
Dlatego następnym razem, zanim nazwiemy aguti kapibarą, zatrzymajmy się na moment. W ogrodach zoologicznych mamy podpowiedzi zawsze tuż obok, w postaci tabliczki. Przygotowane są one przez specjalistów i zgodne z wiedzą naukową. Korzystajmy z nich i nie powielajmy błędów. A jeśli ktoś zapyta nas o gatunek, którego nie jesteśmy pewni, nie bójmy się powiedzieć: „Nie wiem, ale zaraz możemy to sprawdzić.”. To zawsze lepsze niż zgadywanie lub wymyślanie czegokolwiek. Bo każde zwierzę, tak jak wikunia, „swoje imię ma”. A my mamy powinniśmy tę różnorodność gatunkową doceniać i ciągle ją odkrywać, bo to ona sprawia, że świat jest tak kolorowy i fascynujący.
